Znajdziecie tu historie ciekawe i dziwne, przemyślenia na temat tego, co dzieje się w Polsce i na świecie. Nie zawsze ważne. Nie zawsze ważkie. I nie zawsze politycznie poprawne.
Blog > Komentarze do wpisu

Good news no news. Parlament Europejski

Parlament Europejski jest sfrustrowany, że ludzie wciąż ledwo co zauważają jego istnienie. I gotów jest zrobić wiele, by ta frustracja przełożyła się na konkretne działania zmieniające ten stan rzeczy. Paradoksalnie im bardziej rośnie jego znaczenie w układzie sił unijnych instytucji, tym bardziej ludzie – i media – go ignorują. Z wyborów na wybory do europarlamentu spada frekwencja. Ludzie nie interesują się tym, co się dzieje w szklanych biurowcach PE, więc dziennikarze o tym nie piszą s ponieważ nie piszą, to opinia publiczna nic o tym nie wie.

Wśród posłów zaczął nawet krążyć pomysł, by z pieniędzy PE (a tych jak wiadomo instytucja ta ma sporo) finansować elitarny korpus dziennikarski, złożony z brukselskich korespondentów pierwszej Ligii. Ta opłacana z unijnej kasy elita informowałby o tym, co się dzieje w PE. Idea urodziła się zresztą w głowie pewnego byłego, duńskiego dziennikarza telewizyjnego, który został właśnie europosłem. Na pomysł szczęście nie przeszedł, między innymi dlatego, że oprotestowało go brukselskie stowarzyszenie dziennikarzy zagranicznych.

Problem pisanie o Unii pozostał. Ma on wiele wymiarów. Unia jest tworem skomplikowanym i mało sexy. Unijni politycy (w odróżnieniu od szefów rządów narodowych i ministrów znanych z pierwszych stron narodowych gazet) znaczą wciąż niewiele. Jedyne co się przebije to awantury i skandale, często zresztą wywoływane przez posłów-skandalistów by zwrócić na siebie uwagę.

Żmudna praca codzienna nie sprzedaje się w mediach. Good news is no news jak to się mówi w krajach anglosaskich. O Europie pisze się więc albo źle, albo prawie w ogóle.

Nie da się tego zmienić dekretując z góry, przyjmując rezolucję w PE, albo fundując  elitarny korpus prasowy. A jednak dziennikarze, mający za sobą brukselskie doświadczenie to europejska elita, często jednak nie doceniana u siebie w kraju. Z powodu kryzysu coraz mniej europejskich mediów stać na utrzymywanie tej elity. Dziennikarstwu europejskiemu  grozi zapaść.

Jedynym rozwiązaniem jest potraktowanie swej pracy jako swoistej misji społecznej. Staram się to robić. Ilekroć piszę większy tekst o Unii, zawsze mam w głowie, że m.in. ode mnie zależy, na ile czytelnicy uświadomią sobie znaczenie Unii Europejskiej, z której osiągnięć korzystają bezwiednie codziennie, nawet nie zastanawiając się, że nie podróże bez kontroli paszportowych albo rekompensaty za overbooking to rzeczy oczywiste.

 

 

piątek, 08 października 2010, jacuscipowiem

Polecane wpisy

  • Unia na pół gwizdka nie ma sensu

    Konrad Niklewicz, redakcyjny kolega,zapalony bloger i były korespondent GW w Brukseli słusznie zauważył, że sprawy bezpieczeństwa, prawo karne, dzialania policy

  • Wojna z dopalaczami

    Rząd Tuska idzie na wojnę z dopalaczami. Kolejny temat zastępczy w obliczu emancypacji Palikota? Poniekąd, choć paskudztwa te są zaiste groźne. Swoje wojny z do

  • Terroryzm i Europa

    Władze USA wydały ostrzeżenie dla swych obywateli podróżujących do Europy a w szczególności Niemiec i Francji, aby zachowali szczególną ostrożność, gdyż Europie

Komentarze
walterradomski66
2014/03/03 21:05:06
Dawno nie było nowych wpisów na blogu!
wyborcza.pl
Jacek Pawlicki

Jacek Pawlicki, rocznik 1966. Absolwent Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. W „Gazecie Wyborczej” od października 1991 - najpierw w „Gazecie Stołecznej” potem w „Wyborczej” - dziale gospodarczym i zagranicznym. W latach 1998-2002 korespondent „GW” w Brukseli. Obecnie redaktor, dziennikarz i komentator. Pisze zawodowo i dla przyjemności. Fotografuje świat dla przyjemności i z pasją. Żona, Aleksandra (dziennikarka „Przekroju”), dwóch synów Filip i Jakub. Pies, Smok - labrador biszkopt.

↑ top | © Agora SA | design by kate_mac
Zdjęcia Jacka Pawlickiego