Znajdziecie tu historie ciekawe i dziwne, przemyślenia na temat tego, co dzieje się w Polsce i na świecie. Nie zawsze ważne. Nie zawsze ważkie. I nie zawsze politycznie poprawne.
RSS
środa, 24 lutego 2010

 

Brytyjski premier przeprosił dziś za piekło, jakie państwo nieświadomie zgotowało 150 tys. dzieci wysłanych w latach 1920-60 do byłych kolonii.

- Zawiedliśmy was. Przepraszamy za to, że nie zawsze słuchano waszych wołań o pomoc - mówił Gordon Brown podczas ceremonii w Londynie z udziałem 40 osób, które przeszły przez piekło sierocińców. Brytyjski premier, który za przesiedlenia dzieci przeprosił cztery miesiące po przeprosinach premiera Australii Kevina Ruuda, obiecał też powołanie specjalnego funduszu na rzecz łączenia rodzin ofiar przesiedleń.

Chodzi o rządowy program dziecięcej emigracji, który zakończył się 40 lat temu. Sierotom i dzieciom z biednych, patologicznych czy rozbitych rodzin na Wyspach w wieku od 7 do 14 lat obiecywano świetlaną przyszłość za oceanem - w Kanadzie, Australii czy Nowej Zelandii. Te, które nie chciały jechać, były okłamywane, że ich rodzice zmarli. Ojcowie i matki mieli z kolei solenne zapewnienia rządowych organizacji, że ich pociechy są w dobrych rękach.

Ale dzieci często trafiały do kościelnych sierocińców i państwowych domów dziecka, gdzie były zmuszane do niewolniczej pracy na roli i nierzadko molestowane. I tak np. John Hennessy, obecnie burmistrz leżącego na przedmieściach Sydney Campbelltown, przypłynął do Perth w 1947 r. Do dziś w uszach dźwięczy mu powitanie arcybiskupa miasta: - „Witajcie w Australii, potrzebujemy was jako dobrej białej siły roboczej”.

Hennessy trafił do otoczonego wyschniętym buszem Fremantle w Australii Zachodniej - do instytucji zwanej Bindoon prowadzonej przez irlandzką Kongregację Braci w Chrystusie. Prowadził ją chory z ambicji zakonnik, który chciał stworzyć najlepszy katolicki sierociniec na ziemi. Zmuszał więc dzieci do pracy od świtu do zmierzchu. Niepokorni byli rozbierani do naga, molestowanie seksualne było na porządku dziennym, zdarzały się gwałty.

W program przesiedleń dzieci - oprócz rządu brytyjskiego i władz państw Wspólnoty Brytyjskiej (dziś Wspólnoty Narodów) - zaangażowane były Kościoły anglikański i katolicki oraz organizacje charytatywne. Wielka Brytania była jedynym bodaj krajem na świecie, który przez kilka wieków wysyłał dzieci swych obywateli do kolonii w ramach zorganizowanych akcji. Pierwszy transport miał miejsce w 1618 r., kiedy to setka dzieci została wysłana do Virginii w Ameryce Północnej. Ostatnie wysyłki miały miejsce w latach 60. XX w.

Brytyjskie dzieci jadą za ocean

 

16:29, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 lutego 2010

Pieniądze ze sprzedaży najnowszych fotografii przedstawiających „wyluzowanego” księcia Williama wspomogą organizację charytatywną działającą na rzecz bezdomnych.

27-letni William, drugi w kolejce do brytyjskiego, zgodził się na niezwykłą - dobroczynną -  sesję fotograficzną. Zaaranżowała ją brytyjska organizacja charytatywna Crisis, która pomaga w starcie życiowym bezdomnym. Informacja o tym trafiła do czołowych brytyjskich mediów. To dowód na to, że William, którego popularność na Wyspach rośnie a plotki o tym, że zajmie tron wcześniej niż ociec (książę Karol) nie ustają, jest wciąż na topie.

Jak pisze „Daily Telegraph” sesja odbyła się w znanym m.in. ze portretowania świata polityków i mody londyńskim studio fotograficznym Rankin. Williama sportretował człowiek, który fotografii uczył w ramach „resocjalizacji” na kursie zorganizowanym przez Crisis - 53-letni Jeff Hubbard. Brytyjskie tabloidy szybko okrzyknęły tego byłego bezdomnego i narkomana, pierwszym portrecistą księcia pochodzącym z ludu.

- Tak bardzo martwiłem się ogromem wyzwania jaki stanął przede mną, że przed naszym spotkaniem nie spałem całą noc Kiedy przyszedł książę William, zauważyłem, że był także trochę nerwowy - opowiada Hubbard. Według niego William bardzo szybko oswoił się z aparatem i zachowywał się bardzo naturalnie, gawędząc i wymieniając uwagi. - To bardzo miły facet, niewiarygodnie naturalny - opowiada Hubbard.

Zdjęcia z sesji kupił znany z publikacji zdjęć gwiazd show biznesu i celebrytów magazyn „Hello”. Książe zadziwiająco podobny do swej matki Księżnej Diany spogląda zawadiacko z okładki ostatniego numeru, ubrany w jeansy i czarną koszulkę polo.

Podczas sesji u Rankina książę zamienił się na moment rolami z fotografem i zrobił mu zdjęcie portretowe. Obie fotografie - księcia zrobionego przez b. bezrobotnego i b. bezrobotnego zrobione przez księcia - zostaną pokazane w marcu jako dyptyk na wystawie w Londynie. Potem zostaną wystawione w domu aukcyjnym Christie’s a pieniądze z ich sprzedaży zasilą konto organizacji Crisis.

 

18:14, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
wyborcza.pl
Jacek Pawlicki

Jacek Pawlicki, rocznik 1966. Absolwent Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. W „Gazecie Wyborczej” od października 1991 - najpierw w „Gazecie Stołecznej” potem w „Wyborczej” - dziale gospodarczym i zagranicznym. W latach 1998-2002 korespondent „GW” w Brukseli. Obecnie redaktor, dziennikarz i komentator. Pisze zawodowo i dla przyjemności. Fotografuje świat dla przyjemności i z pasją. Żona, Aleksandra (dziennikarka „Przekroju”), dwóch synów Filip i Jakub. Pies, Smok - labrador biszkopt.

↑ top | © Agora SA | design by kate_mac
Zdjęcia Jacka Pawlickiego