Znajdziecie tu historie ciekawe i dziwne, przemyślenia na temat tego, co dzieje się w Polsce i na świecie. Nie zawsze ważne. Nie zawsze ważkie. I nie zawsze politycznie poprawne.
RSS
czwartek, 26 listopada 2009

Szwedzi są dumni ze swego egalitarnego społeczeństwa, praw kobiet, wolności wypowiedzi, dostępu do rządowych dokumentów i swobody obyczajowej. W Szwecji państwo jest opiekuńcze, dba o wszystkich prawie równo, daje dotacje na artystyczne porno lesbijskie, bojowniczki o wolność pływania w toplesie wygrywają batalie z kierownictwem basenów. W Szwecji możesz zaskarżyć sąsiada, że pali papierosy w swoim ogródku, a sąsiad może wygrać z tobą proces o papierosowy dym, który do ciebie nie dolatuje. W Szwecji też dostaniesz preferencyjne punkty za to, że jesteś facetem a idziesz na studia, na których jest więcej kobiet.

Oczywiście to karykatura szedzkości. Ale dzięki polityk ze szwedzkiej partii Zielonych Sofii Bothorp do tej karykaturalnej listy mogę dopisać jeszcze szwedzką wolność mówienia tego, co ślina na język przyniesie. I to bez owijania w bawełnę.

Na niedawnej sesji rady gminy leżącej na południu Szwecji Karlskrony Bothorp opowiadała jak to jest dumna z bycia Szwedka. Chwaliła szwedzką swobodę wypowiadania się o rzeczach krępujących i intymnych, także o seksie. Według niej częścią bycia Szwedką jest „bycie w stanie lizać cipkę rano i ssać fiuta wieczorem jak tylko się chce”. Co więcej zapewniała, że jej duma z bycia Szwedką bierze się także stąd, że Szwedzi mogą powiedzieć, iż „Allah jest małym ... (tu pada wulgarna nazwa męskiego członka, ale z szacunku dla muzułmanów jej nie przytoczę)”, albo o „impotencji Boga Ojca”.

Wypowiedź szwedzkiej polityk trafiła szybko do mediów i You Tube, wywołując żywą dyskusję. Nie wszytskich zbulwersowała. Sama Bothorp przyznała serwisowi The Local, że rzeczwiście pojechała trochę po bandzie, ale to też jest takie szwedzkie.

Sofia Bothorp

20:46, jacuscipowiem
Link Komentarze (5) »

Rodzice połowy dzieci, które rodzą się w Holandii, żyją na kocią łapę - podaje holenderski urząd statystyczny CBS. Mamy tych małych Holendrów to kobiety w wieku 18-24 lat, żyjące z partnerami, ale bez ślubu. Część z nich planuje pobrać się póżniej, jak przyjdą lepsze czasy. Kryzys gospodarczy najwyraźniej uderzył w instytucję małżeństwa w Holandii. Według CBS w 2009 roku ślub weźmie w sumie 72 tys. osób o 3,5 tys. mniej niż w 2008.

OK. Żeby wychować dobrze dziecko nie trzeba mieć ślubu, pod warunkiem, że partner jest dobrym ojcem. Sam trend jest jednak bardzo ciekawy. I pokazuje jakie zmiany społeczne zachodzą na Zachodzie.

P.S

Moi czytelnicy podpowiadają, że z racji polityki socjalnej i podatkowej wieku rządów na Zachodzie bardziej opłaca się być tzw. samotną matką i mieć partnera niż męża. To zjawisko występuje też w Polsce, choć samotne matki nie mogą jeszcze u nas liczyć na taką akceptację społeczną jak na Zachodzie.

 

20:24, jacuscipowiem
Link Komentarze (3) »
środa, 25 listopada 2009

Koledzy, którzy prześladowali w pracy jedyną angielską beefeaterkę pilnującą zgodnie z kilkusetletnią tradycją Zamku Londyńskiego wylecieli za karę z pracy. W ten sposób skończył się problem 44-letniej Moiry Cameron, która w stopniu chorążego złamała męski monopol na pilnowanie angielskiej tradycji.

Dwa lata temu Cameron trafiła na czołówki brytyjskich gazet jako pierwsza w 522-letniej historii straży kobieta strażniczka Zamku Londyńskiego. Charakterystyczny strój przywdziała po 22 latach służby w armii, co jest jednym z warunków prestiżowej pracy, która polega m.in. na pilnowaniu królewskich posiadłości.

O Moirze było głośno kilka tygodni temu za sprawą wszczętego śledztwa dotyczącego  prześladowania jej przez kolegów, którzy nie mogli się pogodzić z tym, że uznawaną dotąd za męską pracę muszą dzielić z kobietą.

Wyrzucenie z pracy dwóch strażników to nie lada wydarzenie w niewielkiej, bo liczącej zaledwie 35 osób społeczności beefeaterów, czyli zjadaczy wołowiny, jak żartobliwie nazywani są strażnicy Tower of London.

Moira Cameron

19:44, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 listopada 2009

Neelie Kroes, żelazna Neelie która dała wycisk polskim związkowcom ze stoczni, zostaje w Brukseli na drugą kadencję. Barroso zachwycony, bo Holenderka była niezłą komisarz. Trzęsła unijną konkurencją, budząc respekt. Dawała radę nie tylko „Kolebce Solidarności”, ale i Micorosoftowi i EDF i innym gigantom. Pokazała też jasno, że nie przyjmuje instrukcji ze stolic.

Jose Manuel ma więcej powodów do radości. Niedawno biadolił, że w swej nowej Komisji ma za mało kobiet. Teraz okazuje się, że może mieć o jedną więcej niż w pierwszej swej drużynie - w sumie dziewięć. To i jak mało, bo mniej niż połowa, no a ale...

Oprócz Holenderki, która być może zostanie przy konkurencji (albo dostanie handel zagraniczny), w Komisji Barroso II będzie jeszcze ¨ Brytyjka Catherin Ashton (szefowa dyplomacji UE), ¨ Viviane Reding z Luksemburga (zajmowała się w Barroso I telekomunikacją), ¨ uchodząca za specjalistkę od zmian klimatu Dunka Connie Hedegaard (jest w Danii minister ds. ochrony środowiska, więc Barroziak da jej pewnie tekę klimatyczną), ¨ Greczynka Maria Damanaki z PASOK-u, Szwedka Cecilia Malmström, która w drodze do Komisji wykiwała Carla Bildta, szefa MSZ Szwecji marzącego o fotelu szefa unijnej dyplomacji, będzie też Maire Geoghegan Quinn Irlandka z Trybunału Obrachunkowego Unii, więc znająca się na kasie, Bułgarka Rumiana Żelewa, szefowa bułgarskiego MSZ i Andrulla Wasiliu, która w Barroso I zajmowała się zdrowiem.

 

 

 

19:29, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »

Nazywa się Cacaine, czyli Kokaina. Pochodzi z USA. Z Nevady. Choć nie ma nic wspólnego z tym narkotykiem, zawiera trzy razy tyle kofeiny co zwyczajny Red Bull i daje ponoć niezłego kopa. Jak pisze serwis „The Local” w Szwecji, gdzie ma się pojawić na rynku właśnie ten nowy napój energetyzujący, trwa dyskusja czy dawanie tak chwytnej nazwy nowości rynkowej jest fair. Szwedzka agencja broniąca praw i zdrowia konsumentów twierdzi, że to przegięcie. I ostrzega, że poziom kofeiny w Kokainie może powodować zatrucie. Unijna norma to 150 mg kofeiny na litr napoju, Kokaina zawiera ok. 280 miligramów na puszkę.

Rozumiem troskę agencji ds. konsumentów, ale z drugiej strony alkohol jest pewnie bardziej szkodliwy niż nowy napój. Wprawdzie w Szwecji sprzedaje się go w Systembolaget, czyli państwoym monopolu i może jest trochę bardziej trudniej dostępny niż np. w Polsce. Mimo to jednak Szwedzi piją sporo.

Resztka liberała, która siedzi gdzieś głęboko we mnie podpowiada mi, że Cocaina powinna trafić na rynek z wyraźną informacją, że po jej wypicu może stanąć serduszko. Niech każdy decyduje o sobie. W końcu można wypić siedem espersso pod rząd i efekt będzie podobny

10:06, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 listopada 2009

Sara Foss ma 39 lat i trzynaścioro dzieci. Czternaste jest w drodze.- Moim największym marzeniem są bliźnięta lub trojaczki. Będę próbowała dopóki mi się nie uda - mówi pani Foss „Daily Mail”.

Jej pierwszy syn - Patrick - urodził się w 1986 roku, kiedy miała 16 lat. Potem było niemal jak w przysłowiu - co rok to prorok. Paniu Foss przyznaje, że zaczęła zachodzić w ciążę ze strachu przed utrata pracy, a potem praca nie była juz poptrzebna, bo rodziły się dzieci.

Dziś z tytułu różnego rodzaju świadczeń na dzieci pani Foss dostaje 50 tys. funtów rocznie. Jej partner nie zarabia wiele, więc państwowy grosz pozwala wiązać koniec z końcem. A wydatki są duże. Zabawki pod choinkę - ok. 5 tys. funtów. Zakupy w spożywczym - 600 funtów tygodniowo, bo żeby nakarmić dziatwę trzeba kupować tygodniowo 32 bochenki chleba, 75 funtów ziemniaków, 126 pint mleka. Do tego jeszcze 36 rolek papieru toaletowego i trzy pudła proszku do prania.

 

15:37, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 listopada 2009

Jeszcze o Ashton. Nowa szefowa dyplomacji UE powiedziała dziś w BBC, że jest najlepszą osobą na tym stanowisku. OK. Najlepszą z dostępnych, najlepszą z listy europejskiej lewicy (której przypadło obsadzać ten fotel) i najlepszą z tym brytyjskich polityków, którzy chcieli podjąć się tego zadania. Ani David Miliband, szef brytyjskiej dyplomacji, ani Mandelson, poprzednik Ashton na stanowisku komisarza UE ds. handlu, nie chcieli brać tego stanowiska. Woleli karierę w dołującej w sondażach Partii Pracy. Miliband myśli nawet o przejęciu schedy po Brownie, który odejdzie po przegranych wyborach, albo kilka miesięcy przed wyborami. Dla Milibanda bardziej sexy niż unijna polityka zagraniczna jest rola buczącego w Izbie Gmin szefa opozycji za rządów torysów. Oto jaki stosunek mają Brytyjczycy do Unii.

 

15:43, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »

Belgijski premier Herman van Rompuy i brytyjska komisarz Catherine Ashton poprowadzą UE - Belg jako prezydent, Brytyjka jako szefowa dyplomacji. To słaby wybór, byli lepsi kandydaci. Ale zgodnie ze starą unijną zasadą w UE wybiera się nie najlepszych, ale najbezpieczniejszych. Widać to zresztą po reakcji polskiego premiera - Donalda Tuska. - Wybór mało ambitny, ale za to bezpieczny - skomentował nominacje Tusk.

Nie chciałbym być źle zrozumiany Panie Premierze, ale nie zawsze to, co bezpieczne jest najbardziej fascynujące. Seks z prezerwatywa jest bezpieczny i godny pochwały, ale są tacy, którzy wolą mniej bezpieczny, ale za to z większymi doznaniami (nie to żeby z prezerwatywą było bez doznań)

Z Europą jest trochę podobnie jak z seksem. Czasami trzeba wyjść poza utarte schematy. Wydawało by się, że traktat z Lizbony trochę zakręci wszytskimi, że pojawią się jakieś nowe doznania, a tu na wczorajszym szczycie dostaliśmy kubeł zimnej wody na głowę. Zamiast fascynującej Europy mamy bezpieczną.

No cóż, przynajmniej wiemy jakie mamy ograniczenia. Niech tylko ktoś teraz postraszy Stanami Zjednoczonymi Europy! Natychmiast wyślę go na dywanik do baronowej Ashton. Do bezpiecznej Ashton.

Bezpieczna baronowa Ashton

09:17, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 listopada 2009

Dziś w Brukseli szczyt kadrowy. Fotele do obsadzenia trzy: przewodniczący Rady Europejskiej zwany potocznie prezydentem Unii, wysoki przedstawiciel ds. polityki zagranicznej czyli szef unijnjej dyplomacji albo w slangu brukselskim hajrep (od High Representative) i sekretarz Rady UE. Ta trzecia funkcja nie wyowłuje wiele emocji, a człowiek który ją dostanie (zapewne będzie do rodak Balzaca) ma prawdziwą biurokratyczną władzę w UE. To szara eminencja.

Nie wiadomo jak skończy się szczyt, zaczynający się o 17.15 kolacją (zwaną obiadem jak to mawia chory pan prezydent Kaczyński). Może się nawet skończyć klapą, choć w to nie wierzę. Zbyt wielki byłby koszt takiego fiaska w kategorii public relations.

Kandydatci dosyć marni. Jedyny, który z czymś się kojarzy - Blair na prezydenta - nie do przyjęcia dla kilku krajów, w tym Niemiec. Belg van Rompuy, mistrz haiku i kompromisu - może być z kolei nie do przyjęcia dla Brytyjczyków, jeśli wcześniej Francuzi z Niemcami umówią się co do poparcia Belga, na co wygląda. Poczciwina Veira-Freiberga z Łotwy, już po 70. choć podobno w dobrej formie. Nie wyobrażam sobie jednak, by - with all due respect - Łotyszka została europejskim lodołamaczem na wodach światowej dyplomacji. Moratinos jako szef dyplomacji UE - śmiech i zgrzytanie zębami - słynie z uległości wobec Castro i Chaveza. D'Alema dyskwalifikowany przez kraje naszego regionu jako były komunista. Poza tym umówmy się, dość cienki. Miliband, Bryt, nie zainteresowany - woli być przywódcą Partii Pracy a potem może premierem UK.

Junker z Balkenende są w odwodzie jako prezydenci. Każdy z nich wziąłby robotę prezydenta UE, tylko kto miałby być hajrepem? Czy na pół miliarda ludzi nie ma dobrych kandydatów.

Najlepiej byłoby gdyby Blair był kobietą, pochodził z Malty mając za ojca Niemca a matkę Hiszpankę, znał się na kompromisie tak ja van Rompuy, wierzył w Europę jak Juncker, był skuteczny jak Merkel i czuły na sprawy Europy Wschodniej jak Freiberga. No i do tego nie przestałby być jeszcze Blairem, przed którym otwierają się same czerwone dywany a ruch w Pekinie i Waszyngtonie zamiera.

Do zobaczenia w Brukseli.

 

 

 

12:23, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 listopada 2009

Karykatura z dzisiejszego londyńskiego „Timesa” jest najlepszym podsumowaniem chińskiego apelu Obamy do Chińczyków, by stawiając na gospodarkę nie zapominali o politycznych wolnościach.

10:03, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
wyborcza.pl
Jacek Pawlicki

Jacek Pawlicki, rocznik 1966. Absolwent Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. W „Gazecie Wyborczej” od października 1991 - najpierw w „Gazecie Stołecznej” potem w „Wyborczej” - dziale gospodarczym i zagranicznym. W latach 1998-2002 korespondent „GW” w Brukseli. Obecnie redaktor, dziennikarz i komentator. Pisze zawodowo i dla przyjemności. Fotografuje świat dla przyjemności i z pasją. Żona, Aleksandra (dziennikarka „Przekroju”), dwóch synów Filip i Jakub. Pies, Smok - labrador biszkopt.

↑ top | © Agora SA | design by kate_mac
Zdjęcia Jacka Pawlickiego