Znajdziecie tu historie ciekawe i dziwne, przemyślenia na temat tego, co dzieje się w Polsce i na świecie. Nie zawsze ważne. Nie zawsze ważkie. I nie zawsze politycznie poprawne.
RSS
środa, 30 września 2009

Brytyjskie modelki postanowiły wesprzeć brytyjskich żołnierzy walczących w Afganistanie. Wyszły więc dziś na ulice Manchesteru z koszykami i apelem, by gapie wrzucili drobniaki na rzecz wojska. Marsz topless zorganizowała artystka Fanny Gogh z Worsley.

Kamuflaż jak się patrzy

20:35, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 września 2009

Cimoszewicz przegrał wyścig o fotel sekretarza generalnego Rady Europy. Zaszkodziła mu na pewno awantura wokół sposobu wyboru sekretarza. No i fakt, że zajął miejsce kandydata popieranego przez samych członków Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy - Belga Luca van den Brande. Kłopot Cimoszewicza polegał też na tym, że jako kandydat lewicy był forsowany przez chadecki rząd

Nie bez znaczenia było też w końcu to, że w lipcu inny Polak - Jerzy Buzek - został szefem innej instytucji zasiadającej w Strasburgu, czyli Parlamentu Europejskiego. Dla wielu krajów i niejednego deputowanego Zgromadzenia dwóch Polaków w Strasburgu to byłoby stanowczo za dużo.

Nie szukajmy więc antypolskich spisków, nie rozdrapujmy ran, nie obwiniajmy Rosji. Porażka Cimoszewicza, kandydata na sekretarza generalnego, nie oznacza końca Cimoszewicza polityka. W przeciwieństwie do Thorbjorna Jaglanda, który w Norwegii osiągnął już wszystko - był premierem, szefem MSZ, parlamentu - Cimoszewicz ma jeszcze przyszłość. Pod warunkiem, że częściej będzie wychodził z leśniczówki.

Thorbjoern Jagland - to on pokonał Cimoszewicza.

 

 

 

15:11, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 września 2009

Jutro głosowanie w sprawie Cimoszewicza. Konkurentem polskiego premiera na stanowisko sekretarza generalnego Rady Europy jest Norweg Thorbjoern Jagland. Wyniku głosowania nie sposób przewidzieć, bo członków Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy nie obowiązuje dyscyplina partyjna. Dla tych, którzy będą głosowali nie ma więc większego znaczenia, że człowieka lewicy promował i zgłosił centroprawicowy rząd Tuska. W ostatecznej rozgrywce nie będą się też chyba liczyły kwalifikacje i zalety kandydatów. Wygra nie ten, który jest lepszy, ale ten, który będzie bardziej pasował 47 krajom członkom Rady Europy. I który zdołał do siebie przekonać kapryśnych deputowanych Zgromadzenia.

Bez względu na to czy Cimoszewicz zostanie sekretarzem czy też nie, z całego zamieszania wokół jego kandydatury mamy już bardzo konkretne korzyści. Dzięki temu wiele osób w Polsce dowiedziało się, że jest coś takiego jak Rada Europy. I że nie ma ona nic wspólnego z Unią Europejską, ani też unijnym szczytem - zwanym Radą Europejską.

Choć bardzo chciałbym, żeby Polak został szefem Rady Europy, jestem z natury pesymistą. I coś podpowiada mi, że głosowanie wygra Norweg. I że również (a może i przede wszystkim) dlatego, że inny Polak - Jerzy Buzek - został szefem innej wpływowej instytucji z siedzibą w Strasburgu - Parlamentu Europejskiego. Są kraje w Europie i są politycy w Europie, dla których dwóch Polaków na kluczowych stanowiskach w Strasburgu to za dużo.

Kiedy więc jutro dowiemy się (obym się mylił), że szefem Rady Europy będzie nie Polak, ale Norweg, nie popadajmy w narodową histerię. Nie snujmy też spiskowych teorii dziejów. Cimoszewicz nie jest pierwszym kandydatem z Polski, który ubiegał się o to stanowisko. W 1999 roku starał się do Strasburga wyłać Hannę Suchocką nie kto inny jak rząd Jerzego Buzka! Suchocka przegrała, bo nie zyskała poparcia frakcji socjaldemokratów, w tym ówczesnego SLD. Dziś chadecy z PO popierają lewicowego Cimoszewicza. W polsko-polskich sprawach zrobiliśmy więc krok do przodu.

20:35, jacuscipowiem
Link Komentarze (1) »
środa, 23 września 2009

- Głosujcie na mnie, mogę być premierem - powiedział dziś na partyjnej konferencji w Bournemouth szef brytyjskich Liberalnych Demokratów Nick Clegg. Najbardziej proeuropejski polityk na Wyspach próbował przekonać Brytyjczyków, że aby ukarać Partię Pracy, nie trzeba głosować na Torysów, bo to fałszywa alternatywa. Ale nawet przyjaźni mu komentatorzy mówią, że to mrzonka. Liberałowie pozostaną trzecią siłą. I aby z tego miejsca nie wykurzył ich UKIP wzywający do wyjścia UK z UE. Serwis politics.co.uk pisze wprost, że Clegg śni o Downing Street.

Jesienne kongresy partyjne to w Wielkiej Brytanii wielkie święto polityki. Na festynie - jak wiadomo - mówi się wiele i nie zawsze do rzeczy. Politycy lubią zaklinać rzeczywistość, Clegg nie robi nic nowego. Chociaż gorąco życzyłbym mu wyborczego zwycięstwa w wyborach wiosną 2010 roku, to na takowe się nie zanosi. Do władzy szykują się torysi, którzy układają się z czeskim prezydentem Klausem, by obalić traktat z Lizbony.

Clegg na kongresie w Bournemouth

19:41, jacuscipowiem
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 września 2009

Najbardziej przyjazny dla środowiska wibrator o nieco mylącej nazwie „Ziemski Anioł” jest od wczoraj w sprzedaży w Szwecji. Erotyczna zabawka wyprodukowana w Irlandii z plastiku i metalu pochodzącego z odzysku wyposażona jest w specjalny mechanizm. Można powiedzieć, że jest to wibrator nakręcany na kluczyk... Podobno cztery minuty nakręcania daje ok. 30 minut wibrowania. No i nie trzeba kupować jak wiadomo szkodliwych dla środowiska baterii. Jak pisze serwis TheLocal właściciele szwedzkich sex shopów spodziewają się, że ekologiczny wibrator będzie hitem w Szwecji. Kosztuje wprawdzie 1050 koron czyli prawie 430 zł, no ale za bycie przyjaznym dla środowiska warto zapłacić więcej.

09:32, jacuscipowiem
Link Komentarze (1) »
piątek, 18 września 2009

Nie będzie tarczy antyrakietowej. Będzie coś innego. Dokładnie nie wiadomo co. A w dodatku dopiero w 2015. W całej tej awanturze o tarczy Busha zagubiła się jedna istotna rzecz. Otóż Polska wchodząc w wątpliwy biznes ze znienawidzonym na świecie prezydentem Bushem, pokazała wszystkim, że nie czuje się dostatecznie bezpieczna ani w Unii ani w NATO. Wejście Amerykanów miało nas bardziej powiązać wojskowo z Waszyngtonem a tym samym zwiększyć nasze bezpieczeństwo.

Nowy prezydent USA, w przeciwieństwie do starego ma większy kredyt zaufania świata, ale jego kredyt w Polsce właśnie wygasł. Dla Obamy to pewnie żaden problem, bo ma ważniejsze na głowie. W amerykańskiej administracji ktoś powinien jednak pomyśleć o tym jak tu dopieścić Polskę - w końcu ważnego sojusznika w regionie, który może się przydać jak się coś posypie na Ukrainie. Wystarczy wydać amerykańskim konsulatom nad Wisłą polecenie, by nie odrzucały tyle podań o wizę tak abyśmy wskoczyli wreszcie do programu bezwizowego?

 

 

 

09:48, jacuscipowiem
Link Komentarze (2) »
wtorek, 15 września 2009

Amitjo Kajla, najprawdopobniej najpiękniejsza strażniczka więzienna na świecie, a już na pewno na Wyspach Brytyjskich, wygrała proces w sądzie o nieuzasadnione zwolnienie z pracy. 22-letnia Kajla pracowała w poprawczaku (Brinsford Young Offenders' Institution) niedaleko Wolverhampton. Jak podaje BBC kobieta została zwolniona ze służby więziennej, bo jej kolegom z pracy nie podobało się m.in. to, że jest taka młoda i piękna. Drażnił ich jej ponoć wyzywający styl ubierania się i łagodne traktowanie więżniów. Kajla twierdzi, że padła ofiarą stylu macho" panującego wśród męskiej słuzby więziennej.

Niejeden więzień chciałby oglądać taką "klawiszkę"

 

09:48, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 września 2009

Choć niepodległej Szkocji nie ma, wiemy, że gdyby była, chciałaby mieć szkockiego komisarza w Brukseli, więcej europosłów i wspólne ambasady z Anglią...

Rządząca w Szkocji od 2007 r. Szkocka Partia Narodowa (SNP) uparcie dąży do referendum w sprawie niepodległości. W zeszłym tygodniu jej przywódca i szkocki premier Alex Salmond zapowiedział, że zorganizuje je już w 2010 r.

Laburzyści i konserwatyści grożą, że zablokują referendum w szkockim parlamencie, w którym razem mają większość. Nacjonaliści się tym jednak nie przejmują, bo wierzą, że po przyszłorocznych brytyjskich wyborach parlamentarnych może się zmienić atmosfera polityczna wokół referendum.

Wizję przyszłych stosunków Szkocji z Anglią, UE oraz światem przedstawił kilka dni temu minister Mike Russel, który w rządzie Szkocji odpowiada m.in. za politykę zagraniczną. Jego zdaniem po wyjściu z Królestwa pozycja Szkocji w UE byłaby bardzo silna. Szkocja zyskałaby bowiem prawo do swego komisarza (dziś Wlk. Brytania ma tylko jednego komisarza) i większej liczby szkockich eurodeputowanych (dziś jest ich sześciu).

Russel nie zająknął się jednak ani słowem o ewentualnej konieczności renegocjacji z 27 członkami Unii warunków szkockiego członkostwa, przed czym ostrzegają eksperci i opozycja. Szkoci mogliby za to zachować podwójne obywatelstwo - szkockie i brytyjskie - a szkoccy dyplomaci dzieliliby ambasady z dyplomatami brytyjskimi.

Z raportu wynika, że niepodległa Szkocja byłaby bardziej hojna i szczodra niż Szkocja w ramach Wielkiej Brytanii - szerzej otworzyłaby się na imigrantów, wprowadzając system zielonej karty dla wykwalifikowanych pracowników. Przeznaczałaby też więcej funduszy na pomoc rozwojową i pozostałaby członkiem organizacji międzynarodowych, takich jak ONZ, WTO czy OECD.

W raporcie nie ma też słowa o NATO. To drażliwa kwestia, bo Szkocka Partia Narodowa opowiada się za wystąpieniem z Sojuszu, ale teraz najwyraźniej nie chce wszczynać debaty w tej sprawie. Mowa jest za to o sojuszach, które nowy kraj będzie zawierał zgodnie ze swymi interesami narodowymi.

Prezentacja programu polityki zagranicznej była odpowiedzią na zarzuty przeciwników szkockiej niepodległości, którzy ostrzegają, że to mrzonka niepoparta żadnymi przygotowaniami. Opozycja nie zostawiła jednak na dokumencie suchej nitki, a autorom wytknęła liczne sprzeczności i niedomówienia - choćby niewspomnienie o tym, że dwa największe banki Szkocji (w tym drukujący szkockie funty Royal Bank of Scotland) są od czasów niedawnego kryzysu własnością państwa, czyli Londynu.

- Czy niepodległa Szkocja będzie członkiem NATO? Czy niepodległa Szkocja przystąpi do strefy euro? Nie usłyszeliśmy odpowiedzi na to pytanie - komentował raport szkocki konserwatysta Murdo Fraser. - Ministrowie z SNP powinni współpracować z UE, by wyciągnąć Szkocję z recesji. Zamiast tego premier Alex Salmond opowiada o niepodległości - wtórował mu liberał Whip Mike Rumbles.

Najcięższe działa wyciągnął laburzysta Mark Lazarowicz. - To niewybaczalne marnowanie pieniędzy - uważa poseł. - Jesteśmy w samym środku recesji, SNP powinna współpracować z rządem Zjednoczonego Królestwa w tworzeniu miejsc pracy, a nie przeciwko mu w polityce zagranicznej.

Nacjonaliści liczą jednak, że wyborcy uwierzą, że rozwód z Anglią się opłaca. Sondaże z czerwca wskazują, że 58 proc. Szkotów chciałoby referendum w sprawie niepodległości. Jeśli jednak do niego by doszło, 54 proc. z nich opowiedziałoby się przeciw wyjściu z Królestwa.

 

17:08, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »

Najdroższym psem świata jest najprawdopodobniej czarny mastif tybetański o dziwacznym imieniu Rzeka Jangcy numer Dwa. Za mierzącego ponad 80 cm wysokości 18-miesięcznego czarnego kudłacza pewna chińska milionerka zapłaciła ponoć 4 mln yuanów czyli równowartość ponad 1,6 mln złotych. Według lokalnych chińskich mediów Rzeka Jangcy numer Dwa był eskortowany z lotnisku w  Xi'an w środkowych Chinach jak celebryta w kolumnie 30 luksusowych samochodów. Milionerka znalazła psa w prowincji Qinghai kiedy nazywał się jeszcze Biały Korzeń. Nie wiadomo dlaczego zmieniła imię, ale wiadomo, że zapałała do niego wielką miłością. - Złoto ma swoją cenę, ale ten mastif tybetański jej nie ma - powiedziała.

Za najdroższego psa świata uchodził dotąd labrador Lancelot Encore, za którego Edgar i Nina Otto z Florydy zapłacili 155 tys, dolarów. Ten pies był tak drogi, gdyż był klonem poprzedniego psa małżeństwa, także Lancelota. Operacja sklonowania pociechy odbyła się w Korei Południowej.

Rzeka Jangdy Numer Dwa

I Lancelot na bis.

15:13, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 września 2009

Uluru, znana także z angielskiej nazwy Ayers Rock, to święta góra (formalnie - formacja skalna) rdzennych mieszkańców Australii. Ale także jedna z największych atrakcji turystycznych tego kraju. Co roku odwiedza ją ok. 350 tys. ludzi z całego świata. Wielu z nich wspina się na samą górę, choć Aborygeni apelują by tego nie robić. Góra - jest dla nich magicznym miejscem - a turyści intruzami depczącymi pamięć i kulturę. W tym roku pojawiły się informacje, że władze australijskich parków narodowych wprowadzą zakaz wspinaczki na Uluru.

W tej sprawie w Australii toczy się debata. Przeciwnicy zakazu obawiają się, że zbytnio uderzy on w i tak borykającą się  z kryzysem turystykę. Zwolennicy zaś argumentują, że ochrona świętego miejsca jest konieczna. Skłaniam się ku tym drugim. Tym bardziej, że jak twierdzą przedstawiciele Anangu Waai, jednej z należących do Aborygenów firm turystycznych, turyści wchodzący na Uluru bezeremonialnie załatwiają tam swe potrzeby fizjologiczne. - Srają w świętym miejscu - zwierzył się Northern Territory News Andrew Simpson z Anangu Waai.

Brakuje mi słów.

Uluru z lotu ptaka

 

18:26, jacuscipowiem
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2
wyborcza.pl
Jacek Pawlicki

Jacek Pawlicki, rocznik 1966. Absolwent Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. W „Gazecie Wyborczej” od października 1991 - najpierw w „Gazecie Stołecznej” potem w „Wyborczej” - dziale gospodarczym i zagranicznym. W latach 1998-2002 korespondent „GW” w Brukseli. Obecnie redaktor, dziennikarz i komentator. Pisze zawodowo i dla przyjemności. Fotografuje świat dla przyjemności i z pasją. Żona, Aleksandra (dziennikarka „Przekroju”), dwóch synów Filip i Jakub. Pies, Smok - labrador biszkopt.

↑ top | © Agora SA | design by kate_mac
Zdjęcia Jacka Pawlickiego