Znajdziecie tu historie ciekawe i dziwne, przemyślenia na temat tego, co dzieje się w Polsce i na świecie. Nie zawsze ważne. Nie zawsze ważkie. I nie zawsze politycznie poprawne.
RSS
czwartek, 03 grudnia 2009

Peter Mandelosn.

 

Kompromitująca się niewiedzą na temat świata baronessa Ashton wcale nie musiała zostać szefową unijnej dyplomacji. Tą posadą interesował się wpływowy Lord Mandelson.

- Podobałoby mi się bycie ministrem spraw zagranicznych UE - powiedział b. brytyjski komisarz d. handlu a obecnie minister biznesu i przedsiębiorstw w gabinecie Gordona Browna. - W innych okolicznościach starałbym się tę posadę - tłumaczył w wywiadzie dla BBC Radio 4.

Tym samym uznawany za prawą rękę Browna polityk przyznał, że prawicowe dzienniki rozpisujące się tydzień temu o jego chrapce na Europę miały sporo racji. A „Daily Mail” i „Daily Telegraph” twierdziły, iż niemal w ostatniej chwili przed szczytem UE w Brukseli 19 listopada, na którym przywódcy UE wybrali m.in. Catherine Ashton, Mandelson zgłosił się jako kandydat.

W ostateczności Brown wysunął jednak Ashton, nie chcąc aby wyborcy Partii Pracy mieli wrażenie, że czołowi politycy Labour szukają sobie ciepłych posadek poza Wyspami, bo liczą się z porażką w wyborach 2010 roku. Szef brytyjskiej dyplomacji David Miliband, który był również przez moment rozważany jako kandydat odmówił, gdyż chce przejąć stery Partii Pracy, gdyby tuż przed wyborami odszedł z niej Brown.

Mandelson przekonywał, że został w Londynie, by poświęcić się pracy w rządzie. Zaprzeczał plotkom brytyjskich mediów jakoby jego kandydatura na szefa dyplomacji Unii została zablokowana przez francuskiego prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego. Zaklinał się też, że nie miał ochoty na szefowanie brytyjską dyplomacją, o czym także szeroko informowały brytyjskie media.

Barona Mandelson of Foy and Hartlepool (bo tak brzmi pełny tytuł Mandelsona) to jeden z najbardziej zaufanych współpracowników Browna. Autor historycznego wyborczego zwycięstwa Partii Pracy w 1997 roku zajmował kilka stanowisk ministerialnych. W swej karierze politycznej odnotował kilka mniej lub bardziej poważnych wpadek. Najpoważniejsza miała miejsce w grudniu 1998, kiedy okazało się, że nabył dom w kultowej dzielnicy Londynu Notting Hill za tanią pożyczkę udzieloną mu przez związanego z Labour milionera. Mandelson musiał podać się zrzec ministerialnej teki. Za kilka miesięcy znów wrócił do rządu jako minister ds. Irlandii Północnej, ale na samym początku rozwścieczył Irlandczyków tytułując siebie ministrem ds. Irlandii.

Od jesieni 2004 do jesieni 2008 roku był komisarzem UE ds. handlu. Kiedy Gordon Brown wezwał go do Londynu, jego miejsce zajęła właśnie obecna szefowa unijnej dyplomacji, krytykowana przez europejskie media za brak kompetencji i niejasną przeszłość w lewicowej organizacji Catherine Ashton.

 

 

14:51, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »

Napięcie między między mieszkającymi w Holandii muzułmanami a Holandrami nie maleje od kilku lat. Dyżurny, holenderski populista Geert Wilders zbija punkty na atakowaniu islamu, politycy debatują na temat zakazu noszenia burek i hidżabów.

Na szczęście normalni ludzie zachowują się normalnie. Z okazji muzułmańskiego Święta Ofiar mieszkający w Holandii muzułmanie zebrali ponad 3 tony mięsa i przekazali je jako „jałmużnę” katolickiej organizacji charytatywnej Cordaid, prowadzącej bank żywności dla ubogich.

Choć muzułmanie w dniu tego święta powinni dawać jałmużnę, nie musieli jej oddawać katolickiej organizacji. Chwała im za to, że postąpili tak a nie inaczej. Kiełbaskami i wędlinami wyprodukowanymi z ich darów pożywią się bezdomni wszystkich wyznań. Oby było więcej takich gestów!

 

 

11:56, jacuscipowiem
Link Komentarze (1) »
środa, 02 grudnia 2009

Aż 30 proc. lampek świątecznych zbadanych w pięciu krajach Unii Europejskiej (ale nie w Polsce) stanowi „poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa" w domu, grożąc pożarem albo porażeniem prądem - ostrzegła nas Komisja Europejska. Zanim ostrzegła, to zbadała prawie 200 różnego rodzaju świecących dekoracji na Węgrzech, Słowacji, w Niemczech, Słowenii i Holandii między listopadem 2007 roku i majem 2009 r., w różnych odstępach czasu. Zastanawiam się ile kosztowało to badanie, i czy nie zbyt dużo w stosunku do jego wyniku. Bo przecież, że z lampkami trzeba uważać, każdy wie. Że prąd kopie - także.

Komisja, strażniczka traktatów chciała najwyraźniej być blisko obywatela, ale chyba przesadziła. Traktowanie obywateli z tak infantylną troską nie licuje.

 

 

18:32, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »

Indonezyjczyk Suparwono (na zdjęciu z 2 grudnia 2009 poniżej) myślał, że jest najwyższym człowiekiem na świecie. Choć 2,42 metra wysokości to nie mało, to jednak pewien Turek Sultan Kosen jest od niego wyższy o pięć centymetrów. I to on został wpisany do księgi na G.

 

A to Turek, wyższy od Indonezyjczyka o pięć centymetrów.

18:21, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 listopada 2009

Szwedzi są dumni ze swego egalitarnego społeczeństwa, praw kobiet, wolności wypowiedzi, dostępu do rządowych dokumentów i swobody obyczajowej. W Szwecji państwo jest opiekuńcze, dba o wszystkich prawie równo, daje dotacje na artystyczne porno lesbijskie, bojowniczki o wolność pływania w toplesie wygrywają batalie z kierownictwem basenów. W Szwecji możesz zaskarżyć sąsiada, że pali papierosy w swoim ogródku, a sąsiad może wygrać z tobą proces o papierosowy dym, który do ciebie nie dolatuje. W Szwecji też dostaniesz preferencyjne punkty za to, że jesteś facetem a idziesz na studia, na których jest więcej kobiet.

Oczywiście to karykatura szedzkości. Ale dzięki polityk ze szwedzkiej partii Zielonych Sofii Bothorp do tej karykaturalnej listy mogę dopisać jeszcze szwedzką wolność mówienia tego, co ślina na język przyniesie. I to bez owijania w bawełnę.

Na niedawnej sesji rady gminy leżącej na południu Szwecji Karlskrony Bothorp opowiadała jak to jest dumna z bycia Szwedka. Chwaliła szwedzką swobodę wypowiadania się o rzeczach krępujących i intymnych, także o seksie. Według niej częścią bycia Szwedką jest „bycie w stanie lizać cipkę rano i ssać fiuta wieczorem jak tylko się chce”. Co więcej zapewniała, że jej duma z bycia Szwedką bierze się także stąd, że Szwedzi mogą powiedzieć, iż „Allah jest małym ... (tu pada wulgarna nazwa męskiego członka, ale z szacunku dla muzułmanów jej nie przytoczę)”, albo o „impotencji Boga Ojca”.

Wypowiedź szwedzkiej polityk trafiła szybko do mediów i You Tube, wywołując żywą dyskusję. Nie wszytskich zbulwersowała. Sama Bothorp przyznała serwisowi The Local, że rzeczwiście pojechała trochę po bandzie, ale to też jest takie szwedzkie.

Sofia Bothorp

20:46, jacuscipowiem
Link Komentarze (5) »

Rodzice połowy dzieci, które rodzą się w Holandii, żyją na kocią łapę - podaje holenderski urząd statystyczny CBS. Mamy tych małych Holendrów to kobiety w wieku 18-24 lat, żyjące z partnerami, ale bez ślubu. Część z nich planuje pobrać się póżniej, jak przyjdą lepsze czasy. Kryzys gospodarczy najwyraźniej uderzył w instytucję małżeństwa w Holandii. Według CBS w 2009 roku ślub weźmie w sumie 72 tys. osób o 3,5 tys. mniej niż w 2008.

OK. Żeby wychować dobrze dziecko nie trzeba mieć ślubu, pod warunkiem, że partner jest dobrym ojcem. Sam trend jest jednak bardzo ciekawy. I pokazuje jakie zmiany społeczne zachodzą na Zachodzie.

P.S

Moi czytelnicy podpowiadają, że z racji polityki socjalnej i podatkowej wieku rządów na Zachodzie bardziej opłaca się być tzw. samotną matką i mieć partnera niż męża. To zjawisko występuje też w Polsce, choć samotne matki nie mogą jeszcze u nas liczyć na taką akceptację społeczną jak na Zachodzie.

 

20:24, jacuscipowiem
Link Komentarze (3) »
środa, 25 listopada 2009

Koledzy, którzy prześladowali w pracy jedyną angielską beefeaterkę pilnującą zgodnie z kilkusetletnią tradycją Zamku Londyńskiego wylecieli za karę z pracy. W ten sposób skończył się problem 44-letniej Moiry Cameron, która w stopniu chorążego złamała męski monopol na pilnowanie angielskiej tradycji.

Dwa lata temu Cameron trafiła na czołówki brytyjskich gazet jako pierwsza w 522-letniej historii straży kobieta strażniczka Zamku Londyńskiego. Charakterystyczny strój przywdziała po 22 latach służby w armii, co jest jednym z warunków prestiżowej pracy, która polega m.in. na pilnowaniu królewskich posiadłości.

O Moirze było głośno kilka tygodni temu za sprawą wszczętego śledztwa dotyczącego  prześladowania jej przez kolegów, którzy nie mogli się pogodzić z tym, że uznawaną dotąd za męską pracę muszą dzielić z kobietą.

Wyrzucenie z pracy dwóch strażników to nie lada wydarzenie w niewielkiej, bo liczącej zaledwie 35 osób społeczności beefeaterów, czyli zjadaczy wołowiny, jak żartobliwie nazywani są strażnicy Tower of London.

Moira Cameron

19:44, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 listopada 2009

Neelie Kroes, żelazna Neelie która dała wycisk polskim związkowcom ze stoczni, zostaje w Brukseli na drugą kadencję. Barroso zachwycony, bo Holenderka była niezłą komisarz. Trzęsła unijną konkurencją, budząc respekt. Dawała radę nie tylko „Kolebce Solidarności”, ale i Micorosoftowi i EDF i innym gigantom. Pokazała też jasno, że nie przyjmuje instrukcji ze stolic.

Jose Manuel ma więcej powodów do radości. Niedawno biadolił, że w swej nowej Komisji ma za mało kobiet. Teraz okazuje się, że może mieć o jedną więcej niż w pierwszej swej drużynie - w sumie dziewięć. To i jak mało, bo mniej niż połowa, no a ale...

Oprócz Holenderki, która być może zostanie przy konkurencji (albo dostanie handel zagraniczny), w Komisji Barroso II będzie jeszcze ¨ Brytyjka Catherin Ashton (szefowa dyplomacji UE), ¨ Viviane Reding z Luksemburga (zajmowała się w Barroso I telekomunikacją), ¨ uchodząca za specjalistkę od zmian klimatu Dunka Connie Hedegaard (jest w Danii minister ds. ochrony środowiska, więc Barroziak da jej pewnie tekę klimatyczną), ¨ Greczynka Maria Damanaki z PASOK-u, Szwedka Cecilia Malmström, która w drodze do Komisji wykiwała Carla Bildta, szefa MSZ Szwecji marzącego o fotelu szefa unijnej dyplomacji, będzie też Maire Geoghegan Quinn Irlandka z Trybunału Obrachunkowego Unii, więc znająca się na kasie, Bułgarka Rumiana Żelewa, szefowa bułgarskiego MSZ i Andrulla Wasiliu, która w Barroso I zajmowała się zdrowiem.

 

 

 

19:29, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »

Nazywa się Cacaine, czyli Kokaina. Pochodzi z USA. Z Nevady. Choć nie ma nic wspólnego z tym narkotykiem, zawiera trzy razy tyle kofeiny co zwyczajny Red Bull i daje ponoć niezłego kopa. Jak pisze serwis „The Local” w Szwecji, gdzie ma się pojawić na rynku właśnie ten nowy napój energetyzujący, trwa dyskusja czy dawanie tak chwytnej nazwy nowości rynkowej jest fair. Szwedzka agencja broniąca praw i zdrowia konsumentów twierdzi, że to przegięcie. I ostrzega, że poziom kofeiny w Kokainie może powodować zatrucie. Unijna norma to 150 mg kofeiny na litr napoju, Kokaina zawiera ok. 280 miligramów na puszkę.

Rozumiem troskę agencji ds. konsumentów, ale z drugiej strony alkohol jest pewnie bardziej szkodliwy niż nowy napój. Wprawdzie w Szwecji sprzedaje się go w Systembolaget, czyli państwoym monopolu i może jest trochę bardziej trudniej dostępny niż np. w Polsce. Mimo to jednak Szwedzi piją sporo.

Resztka liberała, która siedzi gdzieś głęboko we mnie podpowiada mi, że Cocaina powinna trafić na rynek z wyraźną informacją, że po jej wypicu może stanąć serduszko. Niech każdy decyduje o sobie. W końcu można wypić siedem espersso pod rząd i efekt będzie podobny

10:06, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 listopada 2009

Sara Foss ma 39 lat i trzynaścioro dzieci. Czternaste jest w drodze.- Moim największym marzeniem są bliźnięta lub trojaczki. Będę próbowała dopóki mi się nie uda - mówi pani Foss „Daily Mail”.

Jej pierwszy syn - Patrick - urodził się w 1986 roku, kiedy miała 16 lat. Potem było niemal jak w przysłowiu - co rok to prorok. Paniu Foss przyznaje, że zaczęła zachodzić w ciążę ze strachu przed utrata pracy, a potem praca nie była juz poptrzebna, bo rodziły się dzieci.

Dziś z tytułu różnego rodzaju świadczeń na dzieci pani Foss dostaje 50 tys. funtów rocznie. Jej partner nie zarabia wiele, więc państwowy grosz pozwala wiązać koniec z końcem. A wydatki są duże. Zabawki pod choinkę - ok. 5 tys. funtów. Zakupy w spożywczym - 600 funtów tygodniowo, bo żeby nakarmić dziatwę trzeba kupować tygodniowo 32 bochenki chleba, 75 funtów ziemniaków, 126 pint mleka. Do tego jeszcze 36 rolek papieru toaletowego i trzy pudła proszku do prania.

 

15:37, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39
wyborcza.pl
Jacek Pawlicki

Jacek Pawlicki, rocznik 1966. Absolwent Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. W „Gazecie Wyborczej” od października 1991 - najpierw w „Gazecie Stołecznej” potem w „Wyborczej” - dziale gospodarczym i zagranicznym. W latach 1998-2002 korespondent „GW” w Brukseli. Obecnie redaktor, dziennikarz i komentator. Pisze zawodowo i dla przyjemności. Fotografuje świat dla przyjemności i z pasją. Żona, Aleksandra (dziennikarka „Przekroju”), dwóch synów Filip i Jakub. Pies, Smok - labrador biszkopt.

↑ top | © Agora SA | design by kate_mac
Zdjęcia Jacka Pawlickiego