Znajdziecie tu historie ciekawe i dziwne, przemyślenia na temat tego, co dzieje się w Polsce i na świecie. Nie zawsze ważne. Nie zawsze ważkie. I nie zawsze politycznie poprawne.
RSS
piątek, 20 listopada 2009

Jeszcze o Ashton. Nowa szefowa dyplomacji UE powiedziała dziś w BBC, że jest najlepszą osobą na tym stanowisku. OK. Najlepszą z dostępnych, najlepszą z listy europejskiej lewicy (której przypadło obsadzać ten fotel) i najlepszą z tym brytyjskich polityków, którzy chcieli podjąć się tego zadania. Ani David Miliband, szef brytyjskiej dyplomacji, ani Mandelson, poprzednik Ashton na stanowisku komisarza UE ds. handlu, nie chcieli brać tego stanowiska. Woleli karierę w dołującej w sondażach Partii Pracy. Miliband myśli nawet o przejęciu schedy po Brownie, który odejdzie po przegranych wyborach, albo kilka miesięcy przed wyborami. Dla Milibanda bardziej sexy niż unijna polityka zagraniczna jest rola buczącego w Izbie Gmin szefa opozycji za rządów torysów. Oto jaki stosunek mają Brytyjczycy do Unii.

 

15:43, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »

Belgijski premier Herman van Rompuy i brytyjska komisarz Catherine Ashton poprowadzą UE - Belg jako prezydent, Brytyjka jako szefowa dyplomacji. To słaby wybór, byli lepsi kandydaci. Ale zgodnie ze starą unijną zasadą w UE wybiera się nie najlepszych, ale najbezpieczniejszych. Widać to zresztą po reakcji polskiego premiera - Donalda Tuska. - Wybór mało ambitny, ale za to bezpieczny - skomentował nominacje Tusk.

Nie chciałbym być źle zrozumiany Panie Premierze, ale nie zawsze to, co bezpieczne jest najbardziej fascynujące. Seks z prezerwatywa jest bezpieczny i godny pochwały, ale są tacy, którzy wolą mniej bezpieczny, ale za to z większymi doznaniami (nie to żeby z prezerwatywą było bez doznań)

Z Europą jest trochę podobnie jak z seksem. Czasami trzeba wyjść poza utarte schematy. Wydawało by się, że traktat z Lizbony trochę zakręci wszytskimi, że pojawią się jakieś nowe doznania, a tu na wczorajszym szczycie dostaliśmy kubeł zimnej wody na głowę. Zamiast fascynującej Europy mamy bezpieczną.

No cóż, przynajmniej wiemy jakie mamy ograniczenia. Niech tylko ktoś teraz postraszy Stanami Zjednoczonymi Europy! Natychmiast wyślę go na dywanik do baronowej Ashton. Do bezpiecznej Ashton.

Bezpieczna baronowa Ashton

09:17, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 listopada 2009

Dziś w Brukseli szczyt kadrowy. Fotele do obsadzenia trzy: przewodniczący Rady Europejskiej zwany potocznie prezydentem Unii, wysoki przedstawiciel ds. polityki zagranicznej czyli szef unijnjej dyplomacji albo w slangu brukselskim hajrep (od High Representative) i sekretarz Rady UE. Ta trzecia funkcja nie wyowłuje wiele emocji, a człowiek który ją dostanie (zapewne będzie do rodak Balzaca) ma prawdziwą biurokratyczną władzę w UE. To szara eminencja.

Nie wiadomo jak skończy się szczyt, zaczynający się o 17.15 kolacją (zwaną obiadem jak to mawia chory pan prezydent Kaczyński). Może się nawet skończyć klapą, choć w to nie wierzę. Zbyt wielki byłby koszt takiego fiaska w kategorii public relations.

Kandydatci dosyć marni. Jedyny, który z czymś się kojarzy - Blair na prezydenta - nie do przyjęcia dla kilku krajów, w tym Niemiec. Belg van Rompuy, mistrz haiku i kompromisu - może być z kolei nie do przyjęcia dla Brytyjczyków, jeśli wcześniej Francuzi z Niemcami umówią się co do poparcia Belga, na co wygląda. Poczciwina Veira-Freiberga z Łotwy, już po 70. choć podobno w dobrej formie. Nie wyobrażam sobie jednak, by - with all due respect - Łotyszka została europejskim lodołamaczem na wodach światowej dyplomacji. Moratinos jako szef dyplomacji UE - śmiech i zgrzytanie zębami - słynie z uległości wobec Castro i Chaveza. D'Alema dyskwalifikowany przez kraje naszego regionu jako były komunista. Poza tym umówmy się, dość cienki. Miliband, Bryt, nie zainteresowany - woli być przywódcą Partii Pracy a potem może premierem UK.

Junker z Balkenende są w odwodzie jako prezydenci. Każdy z nich wziąłby robotę prezydenta UE, tylko kto miałby być hajrepem? Czy na pół miliarda ludzi nie ma dobrych kandydatów.

Najlepiej byłoby gdyby Blair był kobietą, pochodził z Malty mając za ojca Niemca a matkę Hiszpankę, znał się na kompromisie tak ja van Rompuy, wierzył w Europę jak Juncker, był skuteczny jak Merkel i czuły na sprawy Europy Wschodniej jak Freiberga. No i do tego nie przestałby być jeszcze Blairem, przed którym otwierają się same czerwone dywany a ruch w Pekinie i Waszyngtonie zamiera.

Do zobaczenia w Brukseli.

 

 

 

12:23, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 listopada 2009

Karykatura z dzisiejszego londyńskiego „Timesa” jest najlepszym podsumowaniem chińskiego apelu Obamy do Chińczyków, by stawiając na gospodarkę nie zapominali o politycznych wolnościach.

10:03, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »

Kiedy bywam w wielkich, europejskich muzeach historycznych drażni mnie widok mumi, kosci czy czaszek ludzkich wystawionych w szklanych gablotach jako eksponaty. Biedne pozostałości ludzkie aż wołają o pomstę do nieba, odkryte, nagie, bezczeszczone każdym spojrzeniem przez zwiedzających. Dlatego bardzo ucieszyłem się, kiedy przeczytałem, że w poniedziałek w dwóch różnych częściach Europy dwa różne muzea przekazały kości i pozostałości ludzkie zagrabione niegdyś jako eksponaty naukowe z dalekich krajów. Jedno ze szwedzkich muzeów zwróciło czaszki wojowników z Hawajów, przywiezione do szwedzkich muzeów przez badaczy w XIX wieku. Z kolei muzeum w walijskim Cardiff przekazało specjalnej nowozelandzkiej organizacji zajmującej się repatriacją szczątków maoryskich przodków  kaiwi tonpola i taoi moko czyli pozostałości szkieletów i zmumifikowane, pokryte tatuażami głowy maoryskich wojowników z wyspy Ahuahu w Nowej Zelandii.

Chciałbym, aby podobnie postapiły wszytskie muzea na świecie, które w swoich zbiorach mają ludzkie szczątki.

09:14, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 listopada 2009

Coraz więcej szumu robi się wokół sprawy „wyświęcenia” kobiety na jedno z dwóch stanowisk w unijnym Watykanie. Krótko mówiąc, żeby mieć prezydentkę UE albo szefową unijnej dyplomacji. By wnieść do unijnych władz trochę kobiecego intelektu, sprytu, intuicji.

Pod koniec października apelował o to b. polski premier, dziś przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek. Dziś w „FT” napisały o tym trzy wpływowe unijne babki, dwie panie komisarz i pani wiceszefowa Parlamentu Europejskiego. Wszyscy, którzy opowiadają się za prezydentem w spódnicy, mają absolutną rację. Skoro ponad 50 proc. mieszkańców UE to kobiety, to dlaczego żadnej z pań nie ma na szczytach europejskiej władzu?

Problem w tym, że brakuje kandydatek. Niby wymienia się nazwiska kilku kobiet-polityków byłą łotewską prezydent Vairę Vike-Freibergę, brytyjską komisarz ds. handlu Margaret Ashton i minister edukacji Grecji i ex-komisarz UE Annę Diamantopulu oraz byłą szefową austriackiej dyplomacji Ursulę Plassnik. Każda z nich ma swoje zalety i przymioty, ale - proszę nie zrozumieć mnie opacznie - żadna nie jest politykiem wagi ciężkiej, a takim powinien być prezydent albo minister.

Jedyną bodaj kobietą, z którą liczyliby się w UE wszyscy faceci jest Angela Merkel, kanclerz Niemiec. Niestety jest niedostępna, bo właśnie wygrała wybory i nie opuści ojczyzny, w której ma realną władzę po to, by rządzić złudzeniami w Europie.

Co ciekawe na ostatnim szczycie niemiecka kanclerz miała podobno wyrazić swój sceptycyzm wobec pomysłu na prezydenta w spódnicy. Czyżby też nie widziała nikogo odpowiedniego poza sobą? Zresztą pani kanclerz nosi chyba częściej spodnie...

 

17:42, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 listopada 2009

Prawicowy Fidesz, partia Victora Orbana, nie poparła zgłoszonej przez socjalistyczny rząd kandydatury László Andora na komisarza UE. Według fideszowców kolokwialnie mówiąc Andor to cienias. I w dodatku nie reprezentuje węgierskich interesów narodowych. Fideszowi chodzi chyba o to, że kandydat na komisarza, skądinąd dobry ekonomista, był dyrektorem EBOiR. A siedząc w Londynie przestał reprezentować interes węgierski zapewnie na korzyść interesu globalnego.

Socjliści odpowiedzieli Fideszowi, żeby się odczepił, bo Andor to ekspert i dostanie zapewne wpływową tekę - np. politykę regionalną, teraz trzymaną przez Pawła Sameckiego, następcy komisarz Huebner. Problem w tym, że w przyszłym roku prawica przejmie władze na Węgrzech i może próbować wymienić Andora na bardziej węgierskiego komisarza. Na szczęście to na razie tylko węgierski problem.

 

 

 

17:28, jacuscipowiem
Link Komentarze (1) »

Wychodząc z propozycją, aby kandydaci na prezydenta Unii i szefa unijnej dyplomacji zaprezentowali swoje programy zanim zostaną wybrani na te wpływowe stanowiska, ministrowie Sikorski z Dowgielewiczem trafili w dziesiątkę.

Panowie, czapki z głów.

Nagle o Polsce zrobiło się głośno w samym środku najbardziej fascynującego, ale i zarazem najmniej przejrzystego procesu jakim jest obsadzanie unijnych stołków. Tym razem polska nie może być oskarżana o nieczyste intencje. Interweniuje nie w sprawie kandydatury Polaka (tak jak było w przypadku walki o szefostwo europarlamentu dla Buzka), ale w obronie zasady bardziej przejrzystej i demokratycznej Unii.

To mocna karta, bo deficyt demokracji w UE to jeden z podstawowych zarzutów stawianych Unii przez jej obywateli.

Oczywiście inicjatywa castingowa nie zrodziła się z próżni. Szef polskiego MSZ czuje niesmak po kwietniowym szczycie NATO w Strasburgu, na którym Anders Fogh Rasmussen został sekretarzem generalnym NATO. Zanim wybrało go całe NATO, był „naznaczony” przez Niemcy, Francję, Wlk. Brytanię za przyzwoleniem niezbyt przejmującego się sojuszem Obamy. Sikorski, który był wymieniany jako jeden z kandydatów, miał jakieś nadzieje, że może chociaż odbędzie się jakaś dyskusja dla przyzwoitości. Ale gdzie tam, Rasmussen był już szefem NATO zanim ogłoszono jego wybór.

Jak będzie teraz? Czy szczyt UE w czwartek będzie tylko formalnością, bo wszytsko rozstrzygnie się wczesniej po rozmowach Merkel - Sarkozy - Brown? Zapewne Tusk nie odwróci kijem biegu Wisły, ale niesmak pozostanie. A może się mylę i procedura wyboru unijnych władz będzie bardziej otwarta?

14:27, jacuscipowiem
Link Komentarze (3) »
niedziela, 08 listopada 2009

Z rolnikami w Unii nie jest łatwo. Zwłaszcza ze wściekłymi rolnikami. Palenie opon, wyrzucanie pomidorów czy pomarańczy, rozlewanie mleka po ulicach Brukseli czy innych miast z reguły działa. Pod presją właśnie takich głośnych happeningowych demonstracji unijne instytucje oraz państwa członkowskie spełniają życzenia rolników.

Rolnicy z nowych państw członkowskich Unii bardzo szybko uczą się europejskich metod walki o swoje. Ba, walczą gorliwiej, sięgają po bardziej drastyczne metody. I tak w ubiegły czwarek węgierscy hodowcy krów mlecznych wyrzucili pod gmach ministerstwa rolnictwa 12 obciętych krowich łbów. I zgodnie z europejską tradycją wylali na ulice mleko. Wszystko pod hasłem walki o większe wsparcie.

Zastanawiam się czy aby węgierscy rolnicy nie czerpią wzorów z meksykańskich handlarzy narkotyków, którzy raz po raz podrzucają policji obcięte głowy porwanych wcześniej policjantów?

17:28, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 listopada 2009

Jezus zstąpił na ziemię w ciele kobiety-transseksaulisty. Oto kolejny artystyczny apokryf. Co ciekawe odgrywany od dwóch dni na deskach Tron Theatre w Glasgow w ramach festiwalu Glasgay!. Choć premiera dopiero co się odbyła, sztuka „Jezus, Królowa Niebios” jest już sławna na Wyspach. I zapewne wcale nie tylko dzięki walorom artystycznym (tu przyznam brak mi wiedzy, bo przedstawienia nie widziałem) ale  protestowi jaki przed przedstawieniem zorganizowali przeciwnicy igrania z chrześcijańską tradycją.

(Jezus, Królowa Niebios)

Otóż jak relacjonuje brytyjska prasa 300 osób przyszło pod budynek teatru ze świecami i transparentami „Jezus, Król Królów a nie Królowa Niebios” i „Bóg: mój syn nie jest zboczeńcem”. Protest zszokował autor(a)kę sztuki Jo Clifford, nota bene uważającą się za chrześcijankę. Jej zdaniem niechęć do transseksualistów czy gejów nie ma podstaw w Piśmie Świętym.

Jo, 59-letnia dziś kobieta, jeszcze dziewięć lat temu była Johnem Cliffordem. John zmienił jednak płeć po śmierci swej partnerki, z którą miał dwójkę dzieci. Sztuka oddaje pewnie jego (jej?) rozterki - kobiety uwięzionej w ciele mężczyzny. Choć szanuję uczucia religijne protestujących i uważam, że przedstawianie Jezusa jako kobiety to „przeginanie”, coś podpowiada mi, że Jezus nie obraziłby się wcale na tą sztukę. Wręcz przeciwnie, zapewne pochylił by się nad życiem artysty, który wcielił się w rolę Jezuda-kobiety po to, by zwrócić uwagę na problem ludzi uwięzionych we własnej płci. Przecież nikt - a już na pewno Jezus - nie może odebrać transseksualstom czy gejom prawa do wiary.

Niestety kontrowersje wokół sztuki sprawiły, że o 30 proc. wzrosła liczba ataków słownych na homoseksualistów w Glasgow.

19:50, jacuscipowiem
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39
wyborcza.pl
Jacek Pawlicki

Jacek Pawlicki, rocznik 1966. Absolwent Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. W „Gazecie Wyborczej” od października 1991 - najpierw w „Gazecie Stołecznej” potem w „Wyborczej” - dziale gospodarczym i zagranicznym. W latach 1998-2002 korespondent „GW” w Brukseli. Obecnie redaktor, dziennikarz i komentator. Pisze zawodowo i dla przyjemności. Fotografuje świat dla przyjemności i z pasją. Żona, Aleksandra (dziennikarka „Przekroju”), dwóch synów Filip i Jakub. Pies, Smok - labrador biszkopt.

↑ top | © Agora SA | design by kate_mac
Zdjęcia Jacka Pawlickiego